środa, 30 lipca 2014

Precz Panno, precz.


Kiedy piszę ten felieton, jest 30 lipca. Gorąco. W życiu większości młodziaków we w miarę modnych ciuchach - niepewność. Może niekoniecznie wielki strach. Niepewność. Niepokój o pracę, przyszłość, bezpieczeństwo. Nikt nikomu nic nie każe oprócz tego, by wiedział, czego chce. Na tym gruncie, niczym z fantastycznych opowieści, rodzi się łakoma Panna Konsumpcja. To ona bierze los w swoje ręce i bawi się słabeuszami z nadętymi brzuchami. Śmieje się i śmieje, podstępnie i zgrabnie wtrącając im do głów własne zasady. Nie widzą tego młodziaki, oni tylko chcą, chcą, chcą...

Myśl urodzona 70 lat temu nie ma dziś wielkiego brzucha, ani młodej broni, nawet tej prowizorycznej, ulepionej. Nie jest też rozumiana - nie pasuje, nie klei się do zuchwałej Panny, nie chce niczego oprócz szacunku. Wyśmiewana, bo nie racjonalna. Głupia, bo nieostrożna. Wreszcie niepotrzebna nikomu. 

Czyżby?

Było tak samo gorąco. Może nawet duszno? Ale inaczej duszno jak dziś. Tamto powietrze wydaje się klarowne, choć bojaźliwe. Odważne i szalone. Duch wiedział czego chce. Chciał wreszcie wolności. Nie wiadomo, czy wiedzieli jakiej. Trudno poznać ich myśl prawdziwie.
Naiwnie?
Komu wolno tak powiedzieć? Młodziakowi zza komputera, myślicielowi zza dębowego biurka, ważniakowi hen, hen wysoko?
Panna zbiera plon. Kradnie każdą cenną myśl, ale żadnej nie ubogaca, nic nie wnosi.

Po chwili oprzytomnienia, bez kadzideł i hymnów już słychać. Słyszę. Ten straszny krzyk. Wołanie o godność, prawdę, życie i śmierć w ramionach ukochanej za sto szczęśliwych lat. Ten krzyk da się słyszeć na ulicy: przy barze, w kościele, na przystanku. Wszędzie tablica z nazwiskami, czasem nie widać liter. Myśl nie jest wcale jasna, trudno ją zrozumieć.

Precz Panno, precz.