Będzie o mojej cudownej Babci. Teresie. Babci, która nie umiała gotować (bardzo Cię Babciu przepraszam, ale to prawda, wybacz!), śpiewała chętnie i bez przerwy... fałszująco, kobiecie cichej, cierpliwej, umiejącej z czegoś zrezygnować, ale kiedy trzeba - zrobić "po swojemu". Babciu - dedykuję Tobie nazwę mojego bloga.
W jednej z audycji radiowych redaktor pytał słuchaczy dzisiaj o "niezwykłe babcie". Każdego wnuka i wnuczkę wypytywał, czy babcia mówiła coś o seksie, co mówiła o dziadku. Pytanie trochę żenujące - tak jakby sex stał się sprawą publiczną... Moja babcia o sexie nigdy nie mówiła, ale o dziadku zawsze w zaszklonych oczach. Nie było mi dane poznać Go osobiście, umarł krótko przed moim przyjściem na świat. Babcia kochała Dziadka nad życie - jestem tego pewna. To od niej dowiedziałam się, że "płakać po kimś można zawsze, niezależnie ile czasu upłynęło od jego odejścia". Kochała jego pedantyczny porządek, jego pracowitość, a on do niej, podobno, zwracał się nie inaczej, jak "Teresinka". Byli więc razem: "Marysinek i Teresinka", nawet jako dziadkowie...
Nie będąc ekscentryczką, ani nie posiadając duszy szaleńca, odkryła, że dla wielkiej miłości jest w stanie zaprzeczyć swojemu dotychczasowemu życiu. Babcia zakochała się w Marianie, który nie pochodził z rodziny o silnych, bogatych, inteligenckich korzeniach. Babcia za to mieszkała w przedwojennej kamienicy na pierwszym piętrze... Rodzice ulokowali ją w zakonie, miała się modlić i modlić (zapewne, żeby "Marysinek" wywietrzał jej z głowy i, żeby spokojnie cierpiąc, zapewniła łaski dla całej rodziny...). Babcia jednak w czasie nowicjatu, któregoś dnia po prostu z Marysinkiem... zwiała. Poszła za nim w niełatwą codzienność, na przekór wszystkim przeciwnościom. Oczywiście w rodzinie krąży już historia, jak Dziadek łapał ją skaczącą z okna (oczywiście celnie Babcia trafiła w jego ramiona). Inna wersja jest "prześcieradłowa". Babcia miała zrobić sobie warkocz z prześcieradeł zakonnych, po którym wydostała się z zimnego zakonu wprost w objęcia Dziadka, oczywiście pod osłoną nocy i przy blasku księżyca:). Wiał okropny wiatr, padał deszcz, a ona niesiona na skrzydłach miłości uciekała do Marysinka. Po prostu jestem dumna z takiej Babci! Jedno jest pewne - jak już w te objęcia wpadła, to już nigdy w inne się nie rzuciła. Ani Dziadek innych szukać nie chciał.
Babcia Tereska miała piegi i piękne, grube włosy. Wcale nie była chuda i nadmiernie wylewna, za to nigdy nie zwracała mi uwagi. Nie słyszałam od niej "nie wolno", słyszałam za to "nie musisz tak robić". Pamiętam to doskonale. Dzisiaj myślę sobie, że była po prostu mistrzynią wybijania z głowy durnych pomysłów.
Babcia snuła czasem wizje przyszłego świata. To od niej dowiedziałam się, że "już nie długo (to było w latach osiemdziesiątych!!!) będziemy, Grażynko, rozmawiać ze sobą telefonicznie widząc swoje buzie". Jak widać, wizja Babci się sprawdziła, szkoda, że nie potrafiła jej zrealizować. Najprawdopodobniej mogłabym się wtedy zająć sprawami istotniejszymi niż zarabianie na chleb...
Babcia nosiła obrączkę do śmierci. Nie pozwoliła zapomnieć o Dziadku. Przy grobie miała swoją ławeczkę, dzięki której mogła zawsze ze swoim Marysinkiem spokojnie pomilczeć.
Dzisiaj myślę o niej szczególnie i tęsknię. Mam nadzieję, że w niebie jest w tym samym sektorze, co Dziadek... Chociaż i tak by sobie poradziła - po swojemu!
