środa, 18 lutego 2015

błogie '90 nasza klasa

Klasa do której należałam (przez nadanie) gromadziła dzieci ze wszystkich możliwych grup społecznych. Trudno powiedzieć, czy taki był cel, czy może inny. Faktem było tylko to, że byliśmy niezgrani i nie potrafiliśmy działać wspólnie, chyba, że trzeba było przełożyć sprawdzian i błagać nauczyciela. 

W naszej klasie przyjaźnie trwały raczej krótko, kończyły się burzliwie, kwitło obmawianie, a nawet dogorywało donosicielstwo. Mimo to, z perspektywy czasu moja klasa wydaje mi się wręcz sympatyczna i bardzo często o niej myślę.
Listę nazwisk w dzienniku otwierał Adaś w firmowych adidasach. Jego tato sprowadzał pierwsze firmówki z zagranicy, więc syn miał najlepsze buty w klasie. Białe "Nike" z czarnym znakiem były hitem w naszej klasie.
Po Adasiu był Mikołaj uporządkowany. Mikuś miał wszystko na miejscu, do fryzjera chodził regularnie, nawet T-shirt nosił wyprasowany. Zawsze miał gumkę do mazania i naostrzony ołówek, które pożyczał zwykle z wielką łaską i obecnym w języku do dziś "proszszsz". Jego bogato wyposażony piórnik i nowoczesny plecak był obiektem kpin wszystkich chłopaków.
Mikołaj siedział z Marasem. Maras był człowiekiem czynu, ciągle stawiał sobie jakieś cele, ciągle gadał i biegał i chwalił się, że "normalnie, jak był nad jeziorem, to przepłynął caaaałe zielsko" i tak w kółko. Zimą chodził w śniegu "normalnie po kolana", a wczesną wiosną "normalnie przeszedł błocko i prawie by go połknęło, ale się udało". Nasz "normalnie" himen.
Marasem interesowała się Marianna. To była najładniejsza dziewczyna w klasie, blondyna oczywiście. Konsekwentnie od piątej klasy aż do końca ósmej czesała się tak samo - przedziałek na środku głowy, ulizany kok i dwa strąki włosów wiszących równolegle przy uszach - dla ozdoby. Marianna już w siódmej klasie umawiała się "ze znajomymi" i malowała paznokcie, czym doprowadzała pana Zdzisława od historii do szału. Ale uczyła się całkiem nieźle i miała "aspiracje humanistyczne", więc wszyscy nauczyciele odpuszczali jej te paznokcie, dresową bluzę i buty na obcasie.
W klasie była też artystka Joanna. Rodzice Joanny byli lekarzami, więc znała ona niektóre zagraniczne trendy myślowe. Dlatego też wyglądała jak dziecko kwiat, malowała ciągle kwiatki, nic nie rozumiała ani z matmy, ani z chemii, nawet na polskim słuchała Freddiego Mercurego ukradkiem. Nosiła długie rozpuszczone włosy i leżała na ławce w akcie protestu, że nic nie rozumie. Jedyną lekturą, która nią poruszyła była cienka  i szyta książeczka pt. "O psie, który jeździł koleją".

Ja siedziałam pod oknem, w trzeciej ławce, czasem ze sportową Gośką, czasem z Magdą. 
Sportowa Gośka była najlepsza w bieganiu i knuciu intryg klasowych, miała czarne włosy, a jej mama podjeżdżała pod naszą szkołę jakimś niesamowitym wiśniowym samochodem z elektrycznymi szybami i chowanymi przednimi światłami. 
A Magda? Magda po prostu chciała pracować w sklepie i szykowała się do "handlówki".
Było nas o wiele więcej. 

Łączyła nas jedna jedyna myśl.
Wszyscy marzyliśmy o tym, żeby jak najszybciej skończyć tę szkołę i iść dalej. Dlaczego po prostu się nie zmienialiśmy, dlaczego woleliśmy "wreszcie skończyć szkołę" i "omijać ją szerokim łukiem", zamiast spotykać się po szkole, żeby robić coś wspólnie? Czy byliśmy tak pochłonięci nadziejami własnymi i naszych rodziców, że nie umieliśmy wytworzyć wspólnoty? Albo chociaż wspólnej myśli? A może to normalne, a może wychowawca nie z tych czasów, a może po prostu zbyt nagle zaczęliśmy eksponować różnice będące między nami? 
A może nikt nas tego nie uczył i nie pobudzał do takiego myślenia. 

Uczyliśmy się pilnie... przyjmować kolejne wiadomości.

niedziela, 1 lutego 2015

BLOG ROKU 2014






Halo halo?
Jest tam kto?

Drodzy Czytelnicy!

Chcę, zgłosić A GDYBY PO SWOJEMU do konkursu Blog Roku 2014. To już, do wtorku trzeba się meldować.
W związku  z tym, że wprowadzono kategorię Tekst Roku 2014 chcę Was zapytać, czy macie jakiś swój ulubiony tekst? Czy macie jakieś sugestie?
Bardzo, ale to bardzo moglibyście mi pomóc wybierając właściwy felieton.

Dziękuję!
grażyna