poniedziałek, 12 października 2015

następnym razem

- Trzeba wracać -  powiedział, wstając od stołu.
Zdążyła tylko spojrzeć na zegarek przekonując się, że po raz kolejny przeliczyli się z czasem.
Na stole zostały filiżanki, resztki ciasta i jakaś niedokończona rozmowa, na tyle głęboka w swojej powierzchowności, że szkoda było przerywać.
- Nie martwcie się, posprzątam. Jedźcie już. - usłyszeli
- Wszystko masz? - zapytał
- Jasne. Jedźmy. - odpowiedziała niby w pełni gotowa do powrotu. Najchętniej by została i posłuchała, kiedy mówi to, czego nie potrafił z siebie wykrztusić. Nic strasznego, wręcz przyjemnego, ale jakoś nie wyszło. Może następnym razem.
Pożegnania, uściski, serdeczności mówią może lepiej, szybciej, ale nie zawsze dostatecznie zapadają w rozumie, bądź, co bądź, myślącym słowem.
"Następnym razem" pomyślał. Rozstajemy się przecież na chwilę. I tak wrócimy.
 Westchnął, że "już musimy", że "przepraszamy" rozkładając ręce w geście bezradności. Wsiedli do auta w jednoczesnym poczuciu szczęścia i zawiedzionej nadziei.
Samochód wyjątkowo nie protestował, odpalił szybko, więc pojechali.

Droga wiodła przez wszystkie najmniejsze wioski i mieściny. Zapadający zmrok, różem otulał pola i głowy przydrożnych drzew. Nie rozmawiali. Jechali i patrzyli przed siebie, od czasu do czasu spoglądając sobie ukradkiem w oczy. Nic wielkiego.
Włączył radio i popłynęły dźwięki fortepianu.
- Grałam to! - krzyknęła. - Jezu, grałam to, wiesz?
Podziwiał milczeniem.
Nastawił głośniej, poprawił brzmienie przestawiając coś w ustawieniach odbiornika. Słuchali z uwagą, komentowali całkiem głośno, udając (lub nie), jak świetnie znają się na rzeczy.
Droga mijała przy akompaniamencie kolejnych utworów, których większość rozpoczynał jej krzyk podniecenia "to też grałam, naprawdę!".
Śpiewał i mruczał znane melodie, trochę fałszywie, ale za to bardzo pewnie. Ona dośpiewała dokładniej i jakoś wyszło. Od czasu do czasu syknął, że "niepotrzebne to rubato", a ona, że "akurat tutaj to nie przeszkadza".
Zgodnie jechali dalej w zachwycie i skupieniu.

Ta droga mogłaby się nie kończyć, mogłaby kręcić się w kółko. Nikt by się nie zorientował (prawda?).

Dojechali szczęśliwie.
Rozejrzała się, zabrała rzeczy zza siedzenia. Chciała skontrolować, sprawdzić, czy wszystko przebiegło tak, jak zwykle.
No tak...
- Zapomniałam zegarka - powiedziała bezradnie. Ale było już za późno, żeby zawrócić.
- Nie martw się. Następnym razem weźmiesz - odpowiedział zawód łagodząc pogodnym uśmiechem. Radio jeszcze było włączone, w As-dur.
Pewnie. Następnym razem się uda.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz