środa, 29 czerwca 2016

Marzyciele


Chodzą po ulicach, do pracy, sklepu. Łażą po parkach, knajpach, plotkują z przyjaciółmi, pracują dużo. Wybierając się do kina dziesięć minut szukają kluczy i klną, jakby miało to coś zmienić. Podbijają świat co najmniej raz dziennie wstając do życia. 

Rozmawiasz z nimi jakby nic się nie stało, bo nic nie wiesz. A kiedy się dowiadujesz, krążysz. Jak owad prowadzony instynktem, wyczuwając cień zagrożenia, chaotycznie i na oślep zmieniasz kierunek. Wstrzymanie oddechu, błyskawiczny zwrot, zmiana tematu - byle nie wybuchło. Albo bezradne spuszczenie wzroku - „no bo co powiedzieć?”. Tragedia.
No tak, tragedia. 
Smutek i żal już były. Może jeszcze są, może pobędą jakiś czas. Ale silniejsze od nich jest coś, co chyba nawet nie wygląda.

Nie żyć stratą, ale wyobraźnią. Marzeniem. 

Ten, kogo mijasz w poczuciu, że „nie należy przeszkadzać” idzie sam, ale to wrażenie zarezerwowane tylko dla Przypadkowych.
Tuż obok niego wędruje Marzenie. Nie widać go, ale jak przyjrzysz się, to zobaczysz. Marzenie to, czy Wspomnienie? - pytam. Jednak Marzenie. To drugie tylko zagląda do przeszłości, a rzecz nie w odświeżaniu „byłego”, a zwykłym (świętym) życiu.  

Marzenie rośnie z każdym dniem, wzorem tych Widocznych, spełnionych Marzeń, które słyszysz, widzisz, spierasz się z nimi. Marzenie rozwija się najlepiej, jak potrafi, dojrzewa, trzyma za rękę. Nie pyta, nie smuci się, nie ma kłopotów, żeby nie przedobrzyć z obecnością. 
Marzenie jest obecne coraz bardziej i bardziej - dyskretnie i elegancko. Po cichu się uśmiecha w trudnej chwili. I nie dopuszcza złego. 

Marzyciele żyją sobie, nawet nie wiesz, jak i wielu.
Pewnie przed chwilą, gdzieś na świecie któryś się obudził.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz