niedziela, 12 stycznia 2014

Kultura-lektura???

Wszystkie książki klasyków polskich zostały w domu rodzinnym. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam nawet połówki "Pana Tadeusza". Przez internet jakoś nie umiem czytać takich pozycji. Chciałabym mieć książkę w ręce. Dotknąć, powąchać, celebrować ten moment obcowania z dziełem. Być może nawet dobrze się składa? Przynajmniej zadbam o osobistą bibliotekę! Super!

Wyruszyłam na łowy dzieł Mickiewicza w puszczając się w "shoppingową", sobotnią dżunglę. Trudno inaczej nazwać księgarnie sieciowe, w których prędzej kupisz kawę, ciastko i książkę o tym, jak zabawiać dziecko podczas gotowania, niż literaturę, tzn. Literaturę.  Nie sądziłam jednak, że zdobycie dzieł Adama graniczy z cudem. Dodam, że akcja dzieje się w Warszawie, w centrum Warszawy - stolicy Polski, centrum życia kulturalnego, w zagłębiu teatrów, nocnego życia, mekki artystów polskich. Ach!

W pierwszej kolejności weszłam do 3 lub 4ro piętrowego sklepu sieciowego, w którym można kupić bądź zamówić tak zwane "wszystko co kojarzy się z kulturą".
Na próżno szukałam Adasia na półce zatytułowanej "Literatura (!) Polska". Znalazłam tam natomiast opasłe tomiska książkowej wersji polskich seriali, np. "M jak Miłość", wyznania, spowiedzi i biografie znanych polskich celebrytek - mniam! Ale Adama jak był, tak go nie ma. Półki z literaturą litewską nie było...
Udałam się do punku "info", grzecznie odstałam swoje i na pytanie "gdzie znajdę dzieła Mickiewicza?" usłyszałam "zaraz sprawdzę.....yyyyyy....... w lekturach szkolnych proszę sprawdzić. Skręci pani tu w lewo, tam w prawo, pójdzie Pani do końca prosto i przy "fantasy" jeszcze raz w lewo. To będzie przy półce z grami komputerowymi". "No dobrze, pomyślałam".
Idę.
Skręcam, zakręcam, wykręcam, czuję się jak dziwak wpuszczony do labiryntu. Perspektywa zakupu "Grażyny" i "Dziadów" była tak zachęcająca, że byłam w stanie pokonać każdy zakręt. Uff, dotarłam w rytmie "Last Christmas", nieśmiertelnie zabawiającej klientów od początku grudnia do końca stycznia...
Na półce z lekturami szkolnymi masa książek. W tym Harry Potter oczywiście obecny (aż dziwne, bo był bez opracowania! Czysta forma!). Patrzę pod "M.", jest! Jest "Pan Tadeusz" w pięknym wydaniu z cudownymi ilustracjami, waży chyba z 3 kg. Myślę sobie "kupię chrześniakowi", ale.... jest po kaszubsku... Po polsku, jakby to powiedzieć... "nie ma takiego numeru".
Kolejny "Pan Tadeusz" tylko w opracowaniu i wersji "light" czyli z przykładowymi rozprawkami, ale ja bym chciała "Dzieła zebrane" lub coś w tym rodzaju, bez rozprawek, bez 20sto zdaniowych, gimnazjalnych wypowiedzi... Nie udało się. Trudno.

Wybrałam się więc do innej filii tej samej sieciowej księgarni. Już nie szukałam niczego sama. Postanowiłam zasięgnąć "info".
"Dzień dobry. Gdzie mają Państwo dzieła Mickiewicza?"- uprzejmy Pan powiedział, że zaraz odszuka w systemie. No to czekam. Czekam.
"Adama?"-zapytał!!! Może jestem jakąś ignorantką, ale nazwisko "Mickiewicz" kojarzy mi się tylko z Adamem, poetą, wieszczem, artystą, może mniej, ale jednak filozofem. W każdym razie: "TAK, ADAMA!".
"Oj, proszę Pani. Mickiewicza Adama mamy tylko "Ulubione wiersze babci", "Wiersze na dobranoc" i "Pana Tadeusza" (w opracowaniu szkolnym)". Totalny blamaż. Katastrofa. Ale może Mickiewicz pisywał wiersze dla babci? Kto wie? Poszłam zobaczyć, ale okazało się, że to była cienka książeczka z kolorowymi ilustracjami i wierszami czołowych polskich poetów kojarzonych z dziećmi wśród których na ostatnich stronach znalazł się wiersz znany z podstawówki o tych, co siedzieli i palili "lulki".

Kolejne dwie wizyty w sieciówce okazały się podobną porażką, więc został tylko antykwariat lub internet. Czy ja nie mogę normalnie wydanego dzieła Mickiewicza? Klasyka,  któremu niejeden profesor w tym kraju zawdzięcza karierę naukową???

Udałam się w kierunku przystanku autobusowego i beznamiętnie gapiąc się na migające witryny sklepowe "wszystko -50%, brzydziej podane, a nowe bardzo drogie" ujrzałam SKŁAD TANICH KSIĄŻEK. Weszłam beznamiętnie i tak samo zapytałam o Adama. Pan na szczęście nie pytał czy chodzi mi o Adama, Tadeusza, czy innego "Dżona", tylko wskazał półkę, na której znalazłam tanie wydanie bez opracowania, w twardej oprawie WSZYSTKICH DZIEŁ Mickiewicza. Mało tego! Był też cały Żeromski, Słowacki, Prus Bolesław, a także skrawki Herberta! Żaden tom dzieł zebranych Adama nie przekroczył magicznej ceny 15zł.! Czyli kultura w sam raz na kieszeń polskiego nauczyciela! Hura!

Kupiłam trzy tomy i wychodząc ze sklepu czułam się tak szczęśliwa, jak dawno już się nie czułam. Nie potrafię jednak zrozumieć tego, dlaczego musiałam wykonać w ogóle wysiłek w zdobyciu klasycznej literatury polskiej. Czy to ma jakiś sens? A może tylko ja nie mam tych książek w domu, bo wszyscy je wcześniej wykupili? Kto wie, dlaczego...

1 komentarz: