niedziela, 9 lutego 2014

Lustro "Kibola"

Nie wiem jak zacząć. Adamowa Grażyna pewnie wiedziałaby dokładnie, a ja nie do końca. Nie lubię tych przerw w pisaniu. Wydaje mi się wtedy, że układam myśli, podczas kiedy doskonale wiem, że myśli przychodzą i porządkują się same w miarę pisania i rozmów. Mimo to, trudno usiąść i po prostu pisać. Podobno to jest problem z samodyscypliną.
Będzie o przeglądaniu się w lustrze - polskim lustrze. Zabrzmiało tak, jakbym miała obok siebie lusterko "made in Poland", ale nie nie, jest "made in China". Wiadomo… 
Przeglądanie w lustrze to umiejętność konfrontowania, akt odwagi, czasem chęć podziwiania siebie samego. Cały czas się z czymś konfrontujemy - z codziennością, innymi opiniami, innością w szerokim tego słowa znaczeniu. Bywa to urocze, czasami kłuje i uwiera. Zdarza się, że jest też wzruszające, bo wprawia w autentyczne drgania serce. Różne są motywy spoglądania w lustro. Moje spoglądanie będzie aktem zmierzenia się z… kibolami.
Wczoraj oglądałam film dokumentalny o spotkaniach kibiców na Jasnej Górze. Jest to wydarzenie zupełnie nieprawdopodobne. Kibice z całej Polski spotykają się na modlitwie w intencji kraju, nie skaczą sobie do gardeł, tylko wspólnie śpiewają całymi rodzinami, otrzymują błogosławieństwo stojąc w szpalerze i eksponując barwy klubowe. Nic mi nie wiadomo o pielgrzymkach kibiców jakiegokolwiek innego europejskiego kraju i śmiem sądzić, że polscy kibice są po prostu wyjątkowi. A jeśli nie wyjątkowi, to na pewno godni uwagi i tym samym nie warci spychania do jednego worka z kryminalistami. To, co usłyszałam autentycznie mnie wzruszyło, poruszyło dogłębnie.
Ci młodzi ludzie gromadzą się, bo komuś kibicują. Czyli interesuje ich jakaś dyscyplina sportu, identyfikują się z konkretnym klubem i zagrzewają go do walki o zwycięstwo. Czasem zespół wygrywa, innym razem przegrywa, ale oni nie zmieniają barw, tylko kibicują dalej, niezmiennie. Na czymś im zależy. 
Potem okazuje się, że jest ich tak wielu, że spokojnie mogą się zinstytucjonalizować - więc to robią! A będąc instytucją mogą działać - więc działają. Tak powstają inicjatywy pomocy charytatywnej - generalne remonty domów dziecka, pomoc ubogim rodzinom, współfinansowanie pomnika żołnierzy wyklętych. Okazuje się, że ludzie pasjonujący się sportem, mogą jednocześnie odpowiedzialnie myśleć o historii swojego regionu i państwa. Ale po co im to? - ktoś mógłby powiedzieć. Idą chłopy na mecz, wykrzyczą się i tyle… Otóż okazuje się, że hołoty jest trochę i będzie zawsze w zbiorowisku, ale rdzeń jest inny. Rdzeń jest po prostu szlachetny i obywatelski - godzien naśladowania. Ci ludzie robią coś "nadobowiązkowo" mimo, że nikt o tym nie mówi, mimo, że nikt nie gra dla nich koncertów chwalebnych, a jeszcze o nich samych mówi się obraźliwie. A może tak w wiadomościach zamiast trąbić o kolejnych przypadkach znęcania się nad dziećmi, ktoś opowiedziałby o szlachetnych kibolach?

Zmierzam jednak do tego, żeby przejrzeć się w lustrze ich polskości. Na pytanie "na czym Ci zależy" padają prawie te same odpowiedzi - na Bogu, Ojczyźnie i Rodzinie. Nie ukrywam, że poszło mi w pięty. W życiu nie spodziewałabym się takiej odpowiedzi. O Bogu, Ojczyźnie (sami mówili o kraju OJCÓW!) Honorze i Rodzinie nienaganną polszczyzną mówił rosły chłop w szaliku i sportowej kurtce bez pretensjonalnego "tak?" na koniec zdania (!) - czyli nic się nie zgadza… Potem okazało się, że w podobnym szaliku wypowiadał się jego kumpel z klubu - wierzący intelektualista,  podobnie student i wielu innych. Wszystkich łączyła nie konsumpcja, a idea. Mało tego - idea patriotyzmu, który sami zdefiniowali jako oddanie wielkiej Polsce. Co to wielka Polska? - "Wolna Polska" - powiadają. Dlaczego, kiedy piszę te słowa, wydaje mi się, że "wielka Polska" brzmi co najmniej niepokojąco? Czyżby rzeczywiście miało to kogoś niepokoić? Spoglądając teraz w lustro wydaje mi się, że ten niepokój jest po prostu bezbarwny, że nic nie wnosi, nie jest żadnym punktem odniesienia. Ludzie, którzy wypowiadali się do kamery nie byli bezbarwni - mówili jasno, prawdziwie,  spokojnie, czyli tak, jak powinni mówić obywatele demokratycznego państwa. A może to właśnie sprawia, że tak trudno przeglądać się w ich odbiciu? Nagle łatwo dostrzec to, że spokojne życie w towarzystwie modnych gadżetów nie ma zbyt wiele wspólnego z budowaniem postawy obywatelskiej...
Pytanie wokół czego i czy w ogóle się gromadzimy, pozostaje otwarte. Czego chcemy od siebie, od państwa, od życia - zawsze aktualne. I nie bez powodu wpis o "kibolach" znalazł się na tym blogu. W końcu jakże blisko Mickiewicza zakotwiczyły ich idee... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz