"Musimy dbać o kształtowanie proobronnej postawy całego społeczeństwa" przemawiał Pan Prezydent w środę 12-go marca br przyprawiając mnie o mdłości i niestrawność super eko - bio - polo sałatki z super prozdrowotnym olejem. Herbata, którą popijałam w trakcie orędzia stanęła mi w gardle i zaczynając się nerwowo krztusić, nagle przed oczami ujrzałam swoje marne życie. Tak marne, że już bardziej być nie może…
Pan Prezydent raczył uświadomić mi to, w jakiej sytuacji znajduje się Polska (kraj Ojców - Ojczyzna!) i, zapewniając o bezpieczeństwie, mówił do mnie z telewizyjnego ekranu o tym, że "jesteśmy na dobrej drodze" - jak zawsze. Brakowało tylko komentarza, że "zdajemy egzamin" (przed kim?).
Udało się opanować sytuację, ale później naszła mnie refleksja. Dlaczego właściwie nie jestem w wojsku, tylko marnuję swoje życie na realizację własnych marzeń i planów? Co to jest właściwie "pro obronna postawa", o której Pan mówił, Panie Prezydencie? Co Pan miał na myśli? Co oznacza Pana orędzie i do kogo Pan je właściwie kieruje? Do mnie?!…
Dla porządku omówię orędzie w punktach, bo kiedy emocje biorą górę, trzeba trzymać się w ryzach, inaczej kończy się z niestrawnością…
1. NIE MA WOLNOŚCI BEZ???….. BEZPIECZEŃSTWA
Najwyraźniej hasło "nie ma wolności bez solidarności" albo się trochę zakurzyło, albo Pan Prezydent nie wierzy w poczucie solidarności swoich obywateli. Być może dziś wcale nie jesteśmy ani solidarni, ani wolni, a nawet bezpieczni? Nie mam takiej odwagi, ale najchętniej napisałabym, że "Wujek Bronek" uświadomił mi jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa. Niestety, jak wielu obywateli, wiem to i ja. O poczucie bezpieczeństwa finansowego walczę codziennie pracując, wzmacniając polskie firmy zakupem polskich towarów w sklepach. Ale najwyraźniej to nie wystarcza. Proponuję, żeby wprowadzić, jak w Szwajcarii, powszechne pozwolenie na posiadanie broni dla każdego obywatela. Jak ktoś wejdzie na nasz teren, będziem strzelać, choć niektórzy zawsze w BULU SZCZELAĆ będą pif paf…
Zrozumiałam przekaz, bo na szczęście, lub nieszczęście, z metaforycznym myśleniem u mnie nie najgorzej. Musimy dbać o bezpieczeństwo, bo inaczej suwerenność Państwa Polskiego zostanie naruszona. W pełni się zgadzam, ALE! To Pana, Panie Prezydencie w tym głowa, żeby mi włos z głowy nie spadł. Przecież mamy profesjonalną armię! Sami profesjonaliści w tym państwie są! W wieczornych wiadomościach Myster Kraśko uspokajał nas wszystkich prezentacją sprzętu i kompetencji oraz siły Wojska Polskiego. Oglądając to, spokojnie piłam herbatę! Aż tu nagle to orędzie i, że "nie ma wolności bez bezpieczeństwa"…
Układ w Państwie demokratycznym jest przecież klarowny i prosty (mówiąc językiem obywatelskiego Premiera - transparentny) : władza zapewnia jak najlepsze warunki do jak najlepszego rozwoju państwa, a obywatele dzięki swojej roztropności wybierają władzę godną zaufania. Gospodarka się rozwija, bo pracujący, wykształceni obywatele otrzymują sprawną pomoc lekarską w razie choroby i po powrocie do zdrowia, ewentualnej rekonwalescencji i wypracowaniu "iluś" lat, jadą w podróż emerytalną po świecie i piszą książki : "Jak założyć i prowadzić firmę, która przynosi emerytalne wycieczki na Karaiby". Ogromna część społeczeństwa stała za Panem, Panie Prezydencie i środowiskiem politycznym, z którego Pan się wywodzi. Dlaczego straszy mnie Pan brakiem bezpieczeństwa i zagrożoną wolnością?
Pan Prezydent raczył uświadomić mi to, w jakiej sytuacji znajduje się Polska (kraj Ojców - Ojczyzna!) i, zapewniając o bezpieczeństwie, mówił do mnie z telewizyjnego ekranu o tym, że "jesteśmy na dobrej drodze" - jak zawsze. Brakowało tylko komentarza, że "zdajemy egzamin" (przed kim?).
2. "Wspólnym wysiłkiem musimy walczyć o kształtowanie pro obronnej postawy całego społeczeństwa".
Tutaj właśnie się zakrztusiłam. Potem zdębiałam i pobladłam. Od razu zapragnęłam zadzwonić do Ojca i Matki, a następnie zacząć suszyć chleb na czarną godzinę - jak moja prababka, która przeżyła Powstanie Styczniowe, dwie wojny, Powstanie Wielkopolskie, Czerwiec 1956…
Nie wiem, czy to właśnie Pan Prezydent miał na myśli? A może mam wstąpić do wojska? Bardzo proszę, chciałabym być w jednym poborze z dziećmi parlamentarzystów PO. Myślę, że świetnie bym się dogadała z Kasią Tusk - mamy podobny gust w kwestii ubioru :) Ale, co sądzą młodzi z Pana otoczenia, Panie Prezydencie, o Pana orędziu? Jak mam kształtować pro obronną postawę swoją i moich rówieśników? Czuję się trochę zagubiona - zupełnie nie wiem jak się za to zabrać. Przecież mieli mnie bronić profesjonaliści, a ja profesjonalnie miałam zająć się swoją "robotą"… I romantyczne darcie szat za ojczyznę było passe , więc co teraz? Mam kształtować w sobie pro obroną w obronie kogoś, kto ze mnie kpi np. w audycji radiowej? Kogoś, kto twierdzi, że "to, co się wydarzyło to historia, skupmy się na ważnych rzeczach", a sam będzie zwiewał, gdzie pieprz rośnie… Takie głosy słyszę w warszawskim radiu RDC, w którym redaktorce w porannym paśmie pomysł walki za Polskę wydaje się tak absurdalny, że umie taką postawę nazwać "interesującą" i szokuje ją taka postawa. W obliczu takiej atmosfery komuś tu się marzą "wszystkie ręce na pokład", bo jakoś to będzie, prawda? Zabrakło tylko hasła "pomożecie?" - odpowiadam, że jeśli z Kaśką Tusk i Olą Kwaśniewską - chętnie. Tylko nie mam przeszkolenia, a mięsem armatnim być nie zamierzam…
3. Wreszcie "oprócz nowoczesnego patriotyzmu, potrzebny dziś ten tradycyjny rys patriotyzmu - pełen wyrzeczeń, patriotyzm odpowiedzialności za bezpieczeństwo ojczyzny".
Otóż tutaj już nie wytrzymałam i po prostu się… zdenerwowałam! Podobnie jak większość obywateli zamieszkałych w Polsce, wyrzekam się luksusu, gardzę wysokim standardem pracy, legalnie płacę podatki i składkę ZUS, nie biorę kredytów, chodzę na koncerty i wystawy, kupuję polskie buty mimo, że są drogie jak… nie wiem co. Czego ja mam się wyrzec na rzecz kraju - mojej ojczyzny? Dlaczego Pan Prezydent tej myśli nie rozwinął, tylko pozostawił mnie w poczuciu dysonansu? Do teraz ostrożnie piję herbatę…
I po ostatnie - według Pana Prezydenta jesteśmy bezpieczni. Super. Od razu inaczej.
Po orędziu na szczęście zadzwonili "Rodzice". "Córko, nie daj się, rób swoje"- usłyszałam. No to nie daję się, chociaż najchętniej miałabym dwururkę na domowej ścianie. Tak dla ozdoby. Przynajmniej spokojniej piłabym herbatę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz