Coraz więcej starszych i starych ludzi wokół. Starzy chodzą, żyją, kupują, dają się nabrać. I chyba jedyne, czego mogą być pewni to fakt, że nie muszą nikomu ustępować miejsca w autobusie. Coraz bardziej czuć też jak wiele zależy od pokolenia, które właśnie wchodzi w odpowiedzialność. Pokolenia, które tej odpowiedzialności nie bardzo chce się podjąć. Nie do końca wie w imię jakich wartości, bo wszystko "uwrażliwiło" i zrelatywizowało. I chyba musiało się tak stać, żeby młodsi od nas wiedzieli lepiej, sprawniej, wyraźniej i w sumie bardziej schematycznie.
Idę ulicą. Nie ma młodych matek idących na spacer z własnym dzieckiem. Jest za to... babcia. Instytucja Babci w wielkim mieście - kto to taki? To nie jest chłopka niańcząca swoje wnuki od czasu do czasu. Zresztą, czy chłopki niańczyły dzieci? Może niemowlęta...
To nie jest również babcia sukcesu w złotych klipsach, krótkich, siwych włosach i czerwonej szmince. To jest babcia nijaka. Ta babcia nie ma siły na zabawę, każdą zupę przyprawia tak samo i zawsze trzyma dziecko za rękę prowadząc je na spacer. To ta sama babcia, która będąc matką mówiła dziecku "no idź" jednocześnie histerycznie trzymając je za rękę przyciągała do siebie.
Teraz babcia idzie tą samą ulicą, którą przemierzała ze swoimi dziećmi. W sumie niczym się nie różni od siebie sprzed trzydziestu lat. Ma tak samo szare oczy, tę samą sukienkę i podobne buty na płaskiej podeszwie. Zmienił się tylko towarzysz - to już nie syn, a wnuk. Wnuczek pięciolatek myśli, że jest geniuszem (syn myślał tylko, że jest wyjątkowo uzdolniony, ale "geniuszem to ty nie jesteś"). Jego rodzice są w jego głowie, za to babcia na wyciągnięcie ręki. Wnuczek-Wnusiunio ma już krawat, modne trampki i telefon bez klawiszy. Będzie mówić nawet po chińsku - tak mówi ojciec.
I idą tak i nie rozmawiają. I idą i się nie śmieją. Idą i nie pasują. I cały czas się spieszą, bo to bo tamto.
Babcia już tak dalej nie da rady. "Przystaje" włączając film pokazujący lepszą rzeczywistość, udaje, że słucha opowiadań swojego wnuka... o niczym.
Świat się zmienia na oczach babci. I rośnie w oczach wnuka. Wnuk jest nowy i wszystko ma nowe.
A babcia? Mimo, że stara, nadal przynależy do tego świata. I cały czas na kogoś czeka.
Na męża, dziecko, wnuka, na swój czas.
I jest coś, co nie pozwala babci zestarzeć się na zawsze, co każe jej każdego dnia tę paskudną zupę ugotować do końca.
"Nie chcę jeszcze iść" - mówi wnuk kurczowo trzymając babcię za rękę. Za dwadzieścia lat, mówiąc to samo, poluźni krawat i ocierając pot z czoła poprawi jej poduszkę pod głową. Przyniesie ulubiony bez nawet tam, gdzie nie wolno wnosić kwiatów "bo przecież taki właśnie zbieraliśmy, pamiętasz?".
To nic, że nie rozmawiają. Jeszcze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz