Ciężki, masywny, rozrośnięty, zwykle pogmatwany i wcale nieregularny. Trzyma konstrukcję od lat, od setek lat w jednym miejscu. Nie pozwala na nadmierne wychylenia, na pochopną przesadność. Potrafi utrzymać pion, a nawet znaleźć schronienie potrzebującemu - w sobie samym.
O jego masie świadczy głupi i głuchy pień, za sens służy słodki i dojrzały owoc otoczony sezonowo zmieniającymi się liśćmi. Niektóre z nich zmarszczą się między snopkami siana, zachowując swój zapach, nawet kolor - zachowując swój sens, podczas kiedy inne zwyczajnie skwaśnieją po upadku. Za sprawą przypadku uległy silniejszemu podmuchowi wiatru...
Większa część rozwinie swoje dalsze życie ponownie zaczynając historię od gorzkiego ziarna, które, zgodnie z nauką, ma paść na żyzną glebę.
Najpierw snuje delikatną nić i przebija nią toporną ziemię. Mocna, wytrwała, spójna osobowość ziemi staje przeciw kruchej, zziębniętej pionierce. Niteczce. Nic więcej.
Jak kret szuka drogi do spokoju i bezpieczeństwa, intuicyjnie tropi zapach własnego domostwa, własnych dźwięków, znanego kodu wszechrzeczy.
Mały korzeniek. Nic takiego.
Próbowałam się kiedyś z nim rozprawić.
Najlepiej poszło z tym głupim i tępym pniem. Wydawał się mocny i hardy, ale kilka wprawnych ruchów pozwoliło na oderwanie. Owoce pokulały w swoją stronę.
Owoce, owocki - są albo nie ma.
Ale nie da się i nie można tykać korzenia, skoro dalej drąży cierpliwie ziemię. Nie gruby pień,
a smukłe pionierki w niewidzialnych rękawicach chronią przed wiatrem tak zwaną "koronę". I niosą życiodajny pokarm. Dodają sił, szukają ducha, nie boją się, że coś nie wyjdzie.
Ujrzeć swój korzeń...
Taki chudy, pogmatwany, mocno poplątany
Ale swój własny
I zrozumieć skąd i po co, jak, dlaczego
Nic takiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz