Spotykam się po latach z koleżankami - z Rudą i Kujonką. Już się zlustrowałyśmy - która ma dobre buty, czy i jak bardzo zniszczone mamy ręce, jak układają się zmarszczki (po linii uśmiechu, czy raczej zgryzoty). Jest sympatycznie, śmiesznie. Tylko mój papieros je gorszy. Komentarz "jak możesz palić w eko czasach" sam wypisuje się na czole.
Ale co poradzić na to, że paląc lepiej się myśli? A myśleć muszę, bo... uczę.
Może czas więc pomyśleć... po co właściwie to robić. I dlaczego wizerunek nauczyciela w Polsce jest tak kiepski. Jesteś nauczycielem, czyli zwykłym frajerem - tak myśleliśmy na studiach.
"Naprawdę jesteś nauczycielką?! TY???" pyta Ruda, która cały czas czeka na wielką karierę i ogromne pieniądze. Podchodzi do nas znudzony kelner, od niechcenia podaje kartę i pyta "co Wam podać". Nie przypominam sobie, żebyśmy byli kumplami, ale co tam. Przecież jestem wyluzowana (?!) i szczęśliwa więc nie marudzę. Może też marzy nieustannie o tym, by nie być nauczycielem?Wtedy Kujonka dodaje z lekkim politowaniem, (a może nawet z satysfakcją, że JEDNAK nie gram w Carnegie Hall - hura) "fajnie, dobrze, że się spełniasz" i popija wegesok.
Rozmowa nie toczy się dalej, pijemy kawę, soczki i nic.
- Pyszny sok. Najlepszy, jaki piłam z ogórka!
- Nie, no co ty. Najlepszy z marchewki i buraka.
- Buraka? Na pewno nie. Z selera! Bo najzdrowszy. - też się znam...
Ale to nic. O burakach też trzeba rozmawiać.
Za chwilę spotkanie z Piotrkiem, Tomkiem i Helenką - moją małą i wielką zarazem nadzieją na to, że za kilkanaście lat nie będzie mnie obsługiwał znudzony kelner, a z kumpelami ze szkolnej ławy będę rozmawiać o ostatnim naszym wspólnym przedsięwzięciu.
Marzenia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz