Bezsiła dotknęła najdotkliwiej, jak umiała.
Zaczęło się.
Zapominanie słów, rozsypywanie inspirujących myśli bez porządku i kierunku, zachwyt spętany smutnym powątpiewaniem - żeby nie rozochocił przypadkiem. Pozostało ratowanie spacerem na przekór. Jak nie pomaga, to jeszcze jeden. I jeszcze.
Spacerowanie, myślenie, proces, spacerowanie, brak myśli, powrót myśli. To jak pielgrzymka w intencji utrzymania się przy ziemi - rozpaczliwe szukanie gruntu pod stopami. Żmudne, męczące i smutne. Jakże nasze.
A wydawałoby się, że to takie piękne wędrowanie. No tak, piękne... Słońce głaszcze swoim blaskiem, wokół życie nie ogląda się na nikogo i idzie dalej. Idzie tam, dokąd je prowadzą chęci, a nawet one wędrują ostatkiem sił.
Naprawdę nie?
Bezsiła rozochaca się i podnieca. Jak wojownik zdobywa coraz więcej, lepiej, wcale nie szybciej, za to skutecznie. Strategia dla każdego ta sama - "tylko konsekwentnie".
To pasożyt. Istnieje tylko dlatego, że zabiera. Gdyby nie było czegoś do zawłaszczenia, nie byłoby jej.
Dobrze byłoby, gdyby wreszcie zrozumiała, że nikt specjalnie jej o nic nie prosi. Nikt jej nie chce. Odpocząć można w spokoju, a nie udręce.
Niech więc pójdzie sobie i nie zawraca głowy.
Nie da się przekupić, ani przechytrzyć, oszukać.
Idź sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz