"Czy aby nie za późno?" - zapytała swoje lustrzane odbicie.
Patrzyła w nie co dzień i do tej pory nie znalazła właściwej odpowiedzi. Za późno na wybór, skręt, rozprostowanie?
Teraz odpowiedzią mogło być wyraźne "tak" lub "nie".
W głowie tykający puls świadomości trochę nerwowo ponaglał - za późno na "nie wiem". Tyle czasu uciekło jej między palcami, kiedy skupiała się na tym protekcjonalnym i niewidzialnym "nie wiem".
"Nie wiem" i "nie wiem".
Strata.
Powtarzane wielokrotnie przestaje brzmieć jak odpowiedź. Zaczyna jak wyznanie, jak mantra, jak pacierz do bezimiennego anioła. "Nie wiem" nadawało jej rytm dnia, spowalniało czas i wydłużało każde, nawet najmniejsze cierpienie. Odkładało wszystko na później i roztaczało fałszywą opiekę nad każdym momentem, który mogłaby przeżyć w pełni - albo na "tak", albo na "nie".
Bała się pomyłki, bała się, że zrobi fałszywy krok. Władzę nad nią przejmował lęk na myśl o tym, co powie o niej świat, gdy podniesie głowę i powie "nie". A co, kiedy zmieni zdanie? Czy jest w ogóle coś takiego, jak zmiana zdania? Czy to prawomocne? Wolno w końcu, czy nie?
"Nie wiem" jeszcze rezonuje, ale takie "nie wiem" to już tylko wspomnienie.
Zatrzasnęła szafkę z ukrytym pudrem, poprawiła usta i wrzuciła szminkę do torebki. Ostatni łyk zimnej kawy był niepotrzebny. Poprawia włosy, przygląda się jeszcze chwilę i mówi "tak" temu, co ma się wydarzyć.
Bo przecież nie jest za późno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz