Mamy po trzydzieści lat. Nasze głosy zaczynają być słuchane, rozważane na poważnie. Okazuje się, że jesteśmy specjalistami, zakładamy własne firmy, wchodzimy w fazę kreowania rzeczywistości, żyjąc w przekonaniu, że coś zmienimy. Czy będziemy mądrzejsi od tych, którym zaprzeczamy, trudno orzec. Jest jednak coś, co potwornie ciąży i doskwiera, nie pozwalając przebić się do końca przez swoje marzenia.
To dziwne kiedyś.
Jest sentymentalne i rozżalone, płacze nad teraźniejszością. Nie pozwala się pogodzić z tym, że ktoś, jeszcze wcześniej niż kiedyś, wylał beton na zabytkową posadzkę. Upojony swoim lamentem,
nie widzi go i dlatego nie burzy szarej tandety. Ciągle patrzy za siebie, potykając się o korzenie przebijające kruchy materiał.
Kiedyś - wiecznie obecne w dzieciństwie, ukryte w myślach i dezaprobacie mentorów zapomniało nauczyć jak myśleć, budować mimo wszystko. Przeoczyło moment, w którym należało rozkochać
w tożsamości, bo zaprzeczyło temu, że żyjemy tu i teraz. Że w ogóle żyć trzeba, zapomniało dodać przypisu. A przecież tylko po to znosi się ból i cierpienie - żeby żyć.
Kiedyś, to było inaczej.
To nie to, co kiedyś.
Nawet nie masz pojęcia, jak to kiedyś ciężko było.
Cytaty z rzeczywistości.
Ciężko, prymitywniej, siermiężniej - czy to znaczy lepiej?
Czy wziąć w nawias teraźniejszość i żyć tym, co było - to cnota? Może należy wpleść się w obce wspomnienia i zagnieździć się w ich cieple?
Tworzyć swoje, nowe
TERAZ.
Zadanie dla chętnych, na szóstkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz