środa, 3 grudnia 2014

O, Kulturo.



Była sobie raz i kiedyś Kultura. Nie mieszkała za górami, ani lasami, tylko miedzy ludźmi. Potrzebowano jej na co dzień i od święta. Niektórzy widzieli ją w teatrze, inni podczas koncertu, 
a byli i tacy, co mieli ją zawsze i nie opuszczali nawet, gdy pili.
Prostolinijna, szczera, mówiła językiem zrozumiałym, choć każdy rozumiał go inaczej. Ci, zza drugiej strony rzeki mówili z sobą na migi, nie rozumieli dźwięków. Mimo to, Jej mowa była dla nich zrozumiała. Zachwyciwszy się ruchem jej warg i okrągłą gestykulacją, siadali na brzegu i niby nie słysząc, słuchali.

I tak żyli sobie ludzie - stare, śpiewające baby, dziadowie, panowie w muszkach, dzieci w podkolanówkach i kobiety w eleganckich sukniach. 
Kultura chodziła między nimi, wiązała ich podarte myśli i prostowała skrzywione kręgosłupy. Dzięki niej, ludziom lepiej chodziło się i rozmawiało - wyprostowanym i spójnym. Ludzie kochali się i nie chcieli opuszczać swoich wiosek. 
Owszem, podróżowali, ale nikogo i niczego nie opuszczali.

Pewnego dnia pojawiła się Guma - zwinna i sprawna, o wiele szybsza. Wystarczyło ją trochę rozgrzać i okazywało się, że robi to samo, co Kultura, tylko milion razy szybciej. Guma gięła się na tysiące sposobów, wyciągała język, machała nogami i pokazywała więcej niż ludzie chcieli. Samych ich zaskoczyło, że można tyle zobaczyć. Polubili Gumę. Była swojska, ale "świeżutka".
W końcu sami zaczęli wyjmować języki, machać nogami i pokazywać więcej, niż chcieli. Ale wtedy Guma podstępem zlepiła im języki, nogi, ręce, tak, że nie mogli się już ruszyć. Padli na ziemię zlepieni w jedną wielką, niezgrabną bryłę.
Nadzy, leżeli jeden na drugim zziębnięci i wystraszeni, powyginani, zniecierpliwieni i głusi od hałasu.
Poplątane języki nie pamiętały już tego, co mówiły przed pojawieniem się Gumy. Nie potrafiły wybełkotać prawdziwych słów. Przestrzeń między ludźmi stała się obca, nieznana.
Panował chaos.

I wtedy ktoś zaczął mruczeć jakąś melodię. Chyba tę samą, którą śpiewała jego babka gotując kaszę. Słów nie pamiętał i mruczał trochę fałszywie, ale nie przestawał. Coś drgnęło w dziewczynie leżącej obok. Przecież znała tę babkę, bo przyjaźniła się z jej ciotką.  Słyszała więc piosenkę.
Dołączyła i poprawiła fałsz.
"Ale to nie tak było" wybełkotał chłopak z obdartym kolanem. Poprawił czwarty takt. 

Po latach mruczeli już wszyscy, ale wciąż brakowało im słów.

Kultura stawiała pierwsze taneczne kroki.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz