To był dość podły ekobar. Swąd spalonego jarmużu dusił kelnerki, ale, że mieszał się z aromatem najlepszej kawy w mieście, dawał się znieść. Do tego wszystkich stałych bywalców łączyła filozofia lęku przed mordowaniem. Grzecznie więc martwili się, że jarmuż przypalony, ale ostatecznie dobrze, że nie muszą wdychać spalonego kawałka zwierzęcia. Uff.
Kelnerka uwijała się niezgrabnie i niespecjalnie widziała w tym problem. Zgodna ze swoim wewnętrznym głosem, którego słuchała z uwagą, pracowała bardziej tak, jak chciała, niż powinna. Przecież nic nie powinna, a jak ktoś uważa inaczej, to powinien to w sobie przepracować i już.
Ekobar systematycznie wypełniali wygłodniali okularnicy w szerokich spodniach i obcisłych bluzkach - wszyscy "inni", "odbiegający", co poniektórzy nawet może "wykluczeni". Posadzeni w jednym rzędzie, tworzyliby równy świat, którego pragną ponad wszystko. Równy z równym, równa równemu, równy równej - wszystko wyrównuje się niepostrzeżenie, wszyscy równo mówią sobie "ty".
Obok przy stoliku usiedli inni od tych innych. Jedzą jarmuż, ale odcięci od zapachów i hałasu, nie czują, że ekojarmuż zwęglony.
Oboje ubrani jak na egzamin. Ona w bladoróżowej bluzce z kołnierzykiem i czarnej, niezdecydowanej czy opinać, czy nie opinać ud, spódnicy prezentowała się raczej marnie. Brak makijażu, włosy spięte klamrą i niedbały przedziałek tylko prosiły o dopełnienie jakimś pryszczem. Ale pryszcza nie było. Chłopak w czarnej marynarce ciągle ocierał pot z czoła. W zasadzie co pomyślał, to chwytał się za głowę.
Ich telefony schowane gdzieś na dnie plecaków nie przeszkadzały w rozmowie, mimo, że jarmuż jedli całe dwie godziny. Ona zalotnie kiwała głową i spuszczała wzrok, on na to łapał się za głowę. Od czasu do czasu uśmiali się razem, pomachali rękoma tłumacząc nieważne cokolwiek.
Z początku rozmowę zakłócała kelnerka, przeciskając się między stolikami, ale po godzinie już omijała ich stolik, zdając sobie sprawę z tego, że sytuacja jest beznadziejna. Deseru tutaj nie będzie, pójdą do parku.
Wstali, nie przerywając rozmowy. Może rozmawiali o pałacu w Wilanowie, może o molekułach, może o marzeniach? Nikomu z pewnością spalona kapusta nie smakowała tak, jak im.
W końcu Ona przerzuciła czarną torebkę przez ramię, on otworzył drzwi. I poszli sobie. Po prostu, wyszli niezauważenie.
Zostały po nich dwa puste miejsca, które każdy chciał zająć jak najprędzej.
Wow. Wpis świeży i pełen wiosny. Czekamy na następne. Czytelnicy.
OdpowiedzUsuń