W ciszy, ławki zaczęli wypełniać wierni. Nikt się nie witał, ani nie uśmiechnął. Kamienna, poważna cisza. Zwróceni twarzą w stronę głównego ołtarza cierpliwie wyczekiwali pieśni na wejście.
Stały, przewidywalny porządek modlitwy, przez lata praktykowany, dawał jej poczucie stałej, był jakimś punktem odniesienia. Choćby krytycznym. Może dlatego w ogóle tam weszła?
Podeszła do przednich ławek, tylne były już dostatecznie wypełnione. W pierwszej siedział tylko jeden mężczyzna. Nawet nie zwrócił uwagi, że chciała usiąść, wpatrzony wprzód.
- Przepraszam - powiedziała, a on odskoczył. Jakby wystraszony, przywołany do porządku. Najpierw zobaczyła jego wielkie oczy wydzierające się spod krzaczastych brwi, potem dopiero szarą, nieco spuchłą twarz, gołębią kurtkę. W dłoniach kurczowo trzymał sfatygowaną czarną, wełnianą czapkę. Przesunął się prędko i poprawił siwiejącą czuprynę, a potem wąsa. Wyczuła jakąś niepotrzebną nerwowość, ale poddała się ciszy i oczekiwaniu.
Zabrzmiały pierwsze dźwięki pieśni, potem modlitwa, śpiew, klęczenie, "moja wina".
"No moja. I to wielka" - gorzko mruknęła do samej siebie. Rzadko zresztą tak świadomie wypowiadała te słowa. Msza, jak zwykle miała momenty uwagi i odpływania w stronę własnych myśli, codziennych sprawi słynnego "ile mam jutro do zrobienia".
Tuż przed kazaniem dosiadł się młody chłopak. Buzia jak z obrazka, płaszcz i szal - jak z żurnala.
Siedzieli we troje, każdy ze swoimi myślami i intencjami. Patrząc w jedną stronę przeszli przez przydługawą homilię, mylącego się raz po raz organistę, przez klęczenie, stanie, siedzenie. Czasem bardzo uduchowione, ale nie do końca idealne i medytujące.
I wreszcie nastąpił ten moment pęknięcia, przełamania. Wyraźnie spojrzeli sobie w oczy - serdecznie, normalnie, z godnością i dobrą intencją. Ściskając ręce, darowali uśmiech. O, jeszcze ta pani w tej wielkiej czapie, i gość obok niej. Ktoś ją trącił z tyłu i podał rękę, więc skoro się już odwróciła, to sama wyciągnęła do kilkorga osób, które stały w pobliżu. Każdy z nich wyciągał rękę bez wahania. Nikt ich o to nie prosił, nikt nie zmusił. Nie czeka ich za to nic spektakularnego.
Wyciągając swoją dłoń przełamali się sami i nie w swoim imieniu. Że nie w swoim - może jeszcze nie do końca są tego świadomi.
Podczas osobistej modlitwy zapadła się w swoje myśli, a tymczasem organista rozpoczął śpiew. Czy wcześniej naprawdę tego nie słyszała? Próbując zostać niewidzialną zakrywała siłą umysłu swoje oczy i uszy - jak dziecko krzyczące "nie ma mnie". Ale była - stała tam i słyszała wszystko.
Gość w szarej kurtce usiłował dobić głosem do melodii kantora, ale udawało mu się to może co piąty dźwięk. Jego osobista melodia brzmiała za to bardzo logicznie, bez skrępowania, ale też cienia pychy snuła się gdzieś w pomiędzy. Chłopak z prawej śpiewał tak samo nienagannie, jak się prezentował. Zawodzącą babkę w przydużej czapie słyszało pół kościoła.
W końcu i ona się dołączyła. To nic, że ledwo dochodziły do jej własnych uszu słowa, które wyśpiewywała. Z początku było to drażniące, ale nie zdobyła się na zatkanie uszu, żeby lepiej słyszeć siebie. Pieśń wielu głosów już w powtórce refrenu zgrała się w niekształtną całość, która dzięki swojej nieforemności tak uważnie sunęła do przodu, z wersu na wers coraz odważniej, lepiej, sprawniej. Poczuła jakiegoś rodzaju satysfakcję, radość, może nawet akceptację? Tak, chyba poczuła, że znalazła swoje miejsce - między innymi.
Śpiewała, jak umiała, oni też.
Po wszystkim zapadła cisza przerywana szuraniem butów o posadzkę. Znów, ktoś komuś coś podał, bez komentarza.
Z rosnącej szczeliny otwieranych drzwi przebił się promień światła. Otulił ją ciepłem, weszła weń i znalazła się w codziennym gwarze. Gdzieś ktoś grał na gitarze, to przejechał tramwaj, złośnik trąbnął odruchowo. Była znów między innymi.
Piękne. Kiedy byłam dzieckiem czytałam często "Opowiadania o nadziei" ks. Malińskiego. Przez głowę przemknęło mi skojarzenie z jego tekstami - w jak najlepszym tego podobieństwa rozumieniu. Ten tekst daje nadzieję. Grażyna, wydaj to! (Danka B.)
OdpowiedzUsuńCały czas zbieram teksty, siłę i tak dalej. Dziękuję za porównanie i miłe słowo!!! :)
Usuń