Są takie dni, kiedy nauczyciel czuje się bezradny. To nieprawda, że rutyna zabija pasję, świeżość i miłość. Może usypia, ale na pewno nie zabija, jeśli tylko wiadomo co tak naprawdę jest gruntem, a nie powodem rutyny. Takim gruntem może być piękna… Laurka.
Bezradność - stan w którym nie znajduję rady ani wyjścia z sytuacji przytłacza ciężarem, zamyka w klatce, zaciska. Sytuacja i warunki wywołujące poczucie bezradności mogą za to się stać polem heroicznej walki, twórczego myślenia, a czasem nawet przełomem!
W MIEJSKIEJ SZKOLE mamy, nie przebierając w słowach, gwiazdę. Wszyscy mówią na nią LAURKA. Prawda, że ładnie? Za każdym razem, kiedy wchodzi na scenę, wszyscy są wzruszeni.
LAURKA jest malutka, drobniutka i nieprzyzwoicie zdolna. Ma wszystko, żeby stać się gwiazdą światowych sal koncertowych. Nie myli się, myśli, pracuje, kocha skrzypce, a na koniec utworu zamaszystym ruchem unosi smyczek i czeka na owacje. Należą się jej oczywiście za każdym razem tak samo zasłużenie. Kłania się, podaje rękę akompaniatorce, ale przede wszystkim muzykuje.
I wszystko można by skwitować stwierdzeniem, że okej, kolejna zdolna, że nic w tym nadzwyczajnego, wielu jest takich jak ona, że nie ona jedna. Swoją drogą to typowo, za przeproszeniem "swojskie"- lepiej zrównać kogoś zdolnego z tak zwaną "resztą". Wybitnego poddać "oswojeniu" to tak, jakby odebrać mu jego zdolności, po to, by wszystko zostało "po staremu" i nic się nie zmieniło. Można potem odetchnąć z ulgą i znów niewiele robić - aż chce się krzyknąć "hura!" z radości, prawda?
Ale wróćmy do LAURKI. Dziewcze gra z ikrą, pasją, pot spływa z czoła podczas szybkich przebiegów, rozdzierająca romantyczna fraza marszczy jej czoło i przymyka oczy w akcie głębokiego skupienia. Na scenie nie jest sama. Tak naprawdę jedynym gwiazdorstwem jest ruch smyczka i prześliczne lakierki ze złotą sprzączką.
LAURKA schodzi ze sceny po udanym koncercie. Jej nauczycielka pokazuje jej kciuk wzniesiony do góry, neutralni nauczyciele przedmiotów pozainstrumetalnych krzyczą "bis". Bisu nie ma. Wchodzi konweransjer z poważnej klasy piątej "c" i zapowiada kolejnego gracza tej artystycznej rozgrywki.
"Neutralni", a w tym i ja, wędrują do garderoby muzyków i wszystko staje się jasne. Laurka już trzyma ręce w misce z ciepłą wodą. Palce bolą, a Laurka? Ona się śmieje i dziękuje, dziękuje…
A ja stoję jak wryta i nie wierzę. Spodziewałam się, że zobaczę kolejkę gratulujących i malutką blondyneczkę zażerającą się czekoladkami, a tu nic. Ona sobie moczy ręce, bo ją bolą i, jak się okazuje, boleć ją będą jeszcze bardzo długo. "Zawsze mnie bolą, proszę Pani, szczególnie, kiedy ćwiczę przed konkursem".
W takim momencie zastanawiam się kto do kogo powinien mówić tu "proszę Pani"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz