czwartek, 24 kwietnia 2014

Mr Wąs

Mówimy na niego Mr Wąs, choć jest naszym najwyższym z najwyższych dyrektorów. Czas płynie, Polska wąsa już nie nosi, ale na szczęście są na tym świecie ludzie przekonani o tym, że ogólnoświatowe trendy ich nie dotyczą. Oni wyznaczają je samodzielnie. I to jest świetne. Dzięki temu ja odkrywam wąsa razem z Mr-em. Sama nie wiem, co jest w tym śmiesznego, ale w chwili gdy piszę te słowa uśmiecham się do własnych myśli, do widoku tego wąsa, wyobrażam sobie Wąsa kroczącego szkolnym korytarzem…
To spod niego wyłania się uśmieszek, groźba, rechot. Wąs z każdym grymasiątkiem zmienia swoje kształty: czasem staje się wielgaśny, szeroki, to gniecie się trochę, gdy jego Pan grymasi, by za chwilę prawie zniknąć, gdy jego Pan wypowiada słowo "czyżby?" z leciuteńką wadą wymowy.
Ale wszyscy go kochają. Wąsa i Pana z wąsem też. 
Wąs już lekko posiwiał i zapewne pamięta niejedno z historii MIEJSKIEJ SZKOŁY, ale nie znam nic ponad to, co sama na oczy zobaczyłam.
Pan Wąs jest perkusistą, a perkusiści są raczej zorganizowanymi chłopakami, przychodzą na czas i grają porządnie w pulsie. Nadają przestrzeni, dają kopa zespołowi, wydaje się, że gdy nie grają niczego nie brakuje, a jednak, kiedy tylko dołączają do reszty, nie da się już słuchać zespołu bez perkusisty (chyba, że stracił poczucie czasu, albo jest rozbity). Taki właśnie jest Mr Wąs. Zorganizowany, z poczuciem czasu, realista mocno osadzony w rzeczywistości w jakiej jest mu dane się realizować. Z powołaniem, lekko nieobecny (ale tylko lekko).
Rozpoczął się rok szkolny. Wrzesień i październik rozpieszcza wszystkim pięknem pogody, słońcem, wszelkimi odcieniami rdzy i złota. Jest pięknie i aż się prosi, żeby dzieci z najmłodszych klas bawiły się na placu zabaw. Ale plac zabaw być miał. I tu chciałoby się zajęczeć lub zamruczeć z żalu "miał miał", ale nawet to nie pomoże. Bo jak panowie majstrowie nie dają rady postawić placu przez całe lato, to należy nieśmiało przypuszczać, że i w październiku plac nadal pustym pozostanie. Dzieci codziennie smutnym okiem patrzą za okno. Kto ich poratuje? Kto zapewni im zabawę?
Oczywiście On - we własnej osobie.
Rzuca pałeczki, odstawia talerze, bębny, podciąga rękawy i zamienia garnitur na dżins i flanelową kratę. Patrzę i współodczuwam jego szczęście. Ulga, zapał, błysk w oku - jednym słowem Mr Wąs stawia sobie wyzwanie. "Dość już łez i utyskiwań - ruszam bój, niech moc przybywa": takie właśnie hasło Mr Wąs wypisane ma na czole. Dumnie kroczy korytarzem, z pracownikami nie wita się już inaczej jak mówiąc na jednym oddechu, jakby zlewając cztery wyrazy w jeden "dzień dobry Pani Grażynko", całkiem "roboczo" podnosząc przy tym rękę. Trzeba przyznać, że poczucie formy sprawdza się u niego nie tylko w grze - nawet w pracy organicznej wszystko do siebie pasuje. Mr Wąs buduje, remontuje i couchuje.
Ze wszystkimi się rozumie, szczególnie, kiedy zakurzy sobie (wreszcie!) Męskiego lub Mocnego w niezmiennie białej paczce. W drodze na budowę zagada sobie z Panią Portierką, potem z Panem Heńkiem i Jachem i wreszcie… podciąga rękawy. Do diabła z tą sztuką - czasy takie, że trzeba umieć wszystko, organicznie. Podciąga dalej rękawy, głaszcze wąsa, drapie się po głowie (myśli), po czym macha ręką (słychać "łe tam") i przestawia, przykręca, stuknie młotkiem, a i zaklnie sobie swojsko. Heniek i Jachu przyglądają się, bo w tym są naprawdę nieźli i krzyczą "panie Kierowniku, to nie tak!", ale Wąs robi po swojemu. Pot spływa, Mocny czeka, Męski w odwodzie, kucharka obiera w pośpiechu ziemniaki na obiad. Z wrażenia zrobi rosół na pierwsze…
Mija dzień pierwszy, drugi i trzeci, za oknem tęskny wzrok dzieci. Pan Wąs plac przygotował i… wypróbował huśtawkę. Siuuuup w górę i w dół. Kucharka przecięła palec, Wicedyrka pomyliła się w sprawdzaniu dziennika bo ominęła mój przedmiot w kontroli (dla mnie nie ma lepszej wiadomości). Niebawem otwarcie. Wszyscy czekamy. Niestety nikt nie może się jeszcze bawić, bo trzeba zawiadomić media. Mimo, że jest połowa listopada huśta się tylko Wąs. My się tylko bujamy...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz