Noce krótkie, dni dłużą się całkiem przyjemnie. Jest (prawie) ciepło, dziennik wypełniony wszystkimi tematami, zagadnieniami, obecnościami i uwagami. Wigilia zakończenia roku to jedyna noc, kiedy wschód słońca mnie niepokoi - zwykle o 3 nad ranem jestem dopiero na kwietniu…
Jedziemy. Arek, Marek i ja. Radio wydziera się z kiepskich głośników stałym repertuarem amerykańskim, a my, popijając kawę z tektury jedziemy niemniej szczęśliwi niż nasi uczniowie, że ten rok dobiegł końca. Kolejny rok.
Marek snuje plany na przyszłość. Co roku zresztą opowiadamy o tym, jakie wspaniałe zorganizujemy koncerty, konkursy, warsztaty. Realizujemy skromną część, ale staramy się. Dalej Marek opowiada o tym, jak zamierza ćwiczyć na swoim instrumencie - to jest dopiero fantastyka.
"Osiem godzin dziennie, słuchajcie, osiem godzin! Jak w liceum normalnie!" I ten błysk w oku. Nikt nie ośmieli się powiedzieć, że to chyba się niezbyt uda i, że dwie dziennie wystarczą. Ale nawet Arek zaciska kciuki i jak zwykle nic nie mówi. Ja też mogłabym zająć się pisaniem powieści fantasy, bo zwierzam się z własnych wizji. Marzę o spełnieniu siebie w roli odmieniacza losu ucznia. Wszystkich uczniów w całej Polsce - szerokiej i wielkiej Polsce. Zwykle właśnie w samochodzie, w towarzystwie Marka i Arka nachodzą mnie myśli rozwiązujące palące kwestie polskiej edukacji i pod koniec drogi widzę siebie już z teką ministra. W drodze powrotnej zamierzam być też terapeutą, a przynajmniej wychowawcą.
Arek milczy. On pewnie najchętniej włączyłby film i zjadł pyszne słodkości od 3c. Trzecia ce ma w klasie tatę cukiernika i on wie co i z czym się łączy. Oj, wie...
Kawa smakuje pysznie, ale jakoś smutnawo. Za chwilę rozstanę się z tą szkołą. Już nie będę uczyć adeptów polskiej sztuki muzycznej, nie zorganizuję koncertu i nikt nie będzie krzyczał "PANI IDZIE!", kiedy zobaczy mnie na końcu korytarza. Takiego Wąsa pewnie też nigdzie nie znajdę, ani Lucy. I naprawdę nie wiem czy ktokolwiek kiedykolwiek będzie tak sumiennie stał na straży dziennikarskiego porządku jak nasza Dziennikarka...
Rozstania są trudne, choć być może konieczne, by zrobić coś "jeszcze więcej". Nie wiem. Dziś tego jeszcze nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz