środa, 18 czerwca 2014

Trampki i majonezy i inne plastiki

Mam wolne. Duże miasto aż prosi się o uwagę, zainteresowanie, przejście główną ulicą w świecących nowością butach. Już wszystko jest na miejscu: są okulary, jest puder i róż, gazeta w torebce i pstro w głowie. Idę więc i zatrzymuje mnie pierwsza lepsza knajpa z pełnowartościowym, odtłuszczonym jedzeniem, oczywiście bez glutenowej skazy na sumieniu.
Wszyscy, którzy tu przychodzą wyglądają tak samo: kolczyk tu i tam, zdychający, wczorajszy dziewczęcy kok, pozytywna ironia na ustach i kolorowe rajstopy. Koniecznie trampki lub inne plastiki. Moje nowe skórzane podwijam pod siedzisko, żeby nie paść ofiarą tych, co nikogo i nigdy nie oceniają. Najważniejsze to luz, więc… luz.
Jem nowoczesną kanapkę z bezmięsnym kotletem, bezjajecznym majonezem i odtłuszczonym kawałkiem sera. "Mniam" myślę sobie, bo tu nie chodzi o smak. Tu rozchodzi się o poważną inwestycję - we własne życie, w zdrowie. To dopiero nasza cywilizacja je odkryła. Może dlatego jesteśmy mózgami uniwersalnymi i ponadczasowymi?
Przeglądam zakazaną gazetę, nie wiem jak rozpocząć konsumpcję. Podchodzi więc do mnie Niepozorna. Jest w szarej kurtce, ma szare włosy , okulary, lat około 50 oraz plastikowe buty. Swoją drogą zastanawia mnie fenomen plastikowego obuwia, które kosztuje trzy cyfry. Kiedyś mama szalała, żeby kupić skórzane, dziś gumy w rozmiarze 38 są niedostępne, bo wszyscy chcą je mieć. Myślę sobie, że czuć gumę pod stopami, to jakby fundować sobie chodzenie po fałszywie miękkim betonie, jakby zacierać obraz rzeczywistości… z kokardką i błyskotką oczywiście. Niby ładne, ale...
Wracając do Niepozornej…
Krótka zaczepka z długopisem i podpisem. Mam naturalnie natychmiast złożyć deklarację ze wszelkimi możliwymi numerami mnie identyfikującymi, ale, jak ujęła to w słowach Niepozorna "wszystko bez konsekwencji". Zadziwiające, że można się podpisać "bez konsekwencji" podając wszystkie swoje dane. Odmawiam, bo wydaje się, że jeszcze myślę, ale to nic pewnego…
"I nie obchodzi Pani, że wszyscy zginiemy?!" - czoło Niepozornej marszczy się groźnie. "Naprawdę nie wesprze Pani naszego pooozytywnego ruchu?!" - ale o co tak naprawdę chodzi, nie wiem. Wiem tylko, że mam podpisać. No to nie podpisuję. "To niech SOBIE Pani poczyta w internecie, a nie czyta tę swoją gazetę!" - słyszę słowa z wyrzutem. Mój odtłuszczeniec stygnie. Biorę go więc do ust, ale bezjajeczny majonez spływa po brodzie prosto na modne spodnie. Po prostu świetnie. Niepozorna zyskała bezsłowne i tak samo jak majonez - bezjajeczne - poparcie tłumu, ale ostatecznie sobie poszła, biadoląc. "Kto tu jest intruzem" myślę sobie rozglądając się wokół.
Moja kanapka się rozpadła, każda jej ekoczęść wołała o spojenie w całość. Osobno smakowały jałowo, brakowało istoty i sensu. W określonej formie każdy ze składników jakoś pasuje, ale solo raczej nieciekawie. Składnik solo musi być nadzwyczaj szlachetny.
Wzrok współbiesiadników typu "heloł??? jesteś uświniona i na dodatek nie chcesz nic pozytywnego podpisać, ale cię nie oceniam" trochę mnie zmroził. 
Ale w rogu tej bezjajecznej jadłodajni spotkałam się z kimś, kto... nie miał trampek.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz