Szary.
Jest wszędzie. Kiedyś był zmorą, kojarzoną z beznadziejną codziennością. Wszystko było szare - nijakie, jakby brudne, nieokreślone, bez wyrazu. Szary był blok, beton, przydrożne lampy, szare były garnki, zeszyty, kredki i rolki papieru. Zresztą szarością było po prostu wszystko. To słowo brzmi "absolutnie" i tak ma brzmieć.
Szary jest podstępny. Tworzył i tworzy nadal złudzenia. Miało być białe, jest "prawie" białe. Jest szare. No tak! Prawie białe. Miało być czarne, jest... prawie czarne?...
Ale jeszcze nie tak dawno wszechobecna szarość zamazywała rzeczywistość. Coś, co było na przykład żółte, wcale nie musiało być takim widziane. Przykrywała je jakaś nieracjonalna szara poświata. Może to psychologia, może po prostu głupota... Ale trudno pamiętać nasycenie kolorów mojego dzieciństwa. I kredki świecowe - ledwo było widać kolor.
A może po prostu nasz cały świat miał wtedy "doła"? Czyżbyśmy nie dostrzegali wówczas nasyconych barw? Przecież trawa była zielona. Ale inaczej. Przecież maki zawsze czerwone. A jednak. Niezapisana kartka w zeszycie - czysta? Wszystko jakby spowite szarością, nieokreślonością. Jakimś takim "bylejactwem" i prowizorką. Tak to pamiętam.
Szary, długi blok i jego klaustrofobiczne wnętrze z milczącymi głowami. Szara była codzienność i szare - przygarbione plecy. Smutne. Szary nie krzyczał, ani nie awanturował się publicznie. Szary czekał, oddychał sobie, egzystował bez zasad. Był po prostu wielki, straszny i w gruncie rzeczy nieporadny.
Szary dusił i zniechęcał. Im bliżej siebie byliśmy, tym podejrzliwiej patrzyliśmy na wszystkich i wszystko. A w szarym świecie mieszkał...
Szarak.
Szarak to przeciętniak, nic takiego specjalnego. Nic wyjątkowego nie osiągnie, będzie balansował w tej swojej szarości i przeciętności. Zero wiary i nadziei. Miłość to może jeszcze - od czasu do czasu. Ala Szarak przetrwa, bo jest nieokreślony - ma cały czas szerokie pole do działań i niczego nie ryzykuje. Bo jest żaden i wszędzie się przytuli, jakoś sobie poradzi. Zupełnie jak ten beton, który pokrywa nawierzchnię. Wszyscy go lubią na początku, bo "miękko się jeździ rowerem".
Tej na pozór spokojnej szarości jest tyle, że nie wiadomo, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Dziś jest modna i piękna, choć naprawdę niewiele o niej wiadomo. Niestety. Ta szarość, pokorna wobec jakiegoś głosu, jednocześnie wyszczekuje różnie zdania - niezobowiązująco. Niby "kompetentnie".
Coś się dzieje jednak z tymi, którzy pod szarością rosną. Jedni oczywiście nie zauważają jej w ogóle i pewnie nigdy nie zauważą. Ale są tacy, którzy przebiją ją jednym sprytnym ruchem. Uchodzi powietrze, okazuje się, że pod nim jest jakieś życie.
A ten ruch to odwaga. Pełna i nieprowizoryczna. Piękna i mądra. Choć jest szczupła, to wysoka.
Szarość? Słaba i wątła.
Chyba nawet... nie, nie żal.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz