czwartek, 29 maja 2014

Dżentel-menek

Jest nieprzyzwoicie wcześnie. Do radia nie przyszli jeszcze poranni goście, kawa nie zrobiona, za oknem nadal ciemno. Za wstanie z łóżka w takich warunkach powinno rozdawać się nagrody. Ale zawsze ktoś musi być pierwszy… 
Żal mi lodu na ulicach i diamentowego, dziewiczego śniegu. Za chwilę ten piękny, biały świat zmiesza się z błotem, a po ulicach wędrować będą ludzie zasłaniający swoje twarze, idący szybko i ostrożnie, marszczący twarz charakterystycznie - "na zimowo". 
W radiu codziennie mówią to samo. Ilekroć je włączam, wracam myślami do czasów, kiedy byłam uczennicą. Rodzice słuchali porannych rozmów polityków, a mnie od razu bolała głowa. Jadłam kanapkę z Millerem, Kaczyńskim, Kwaśniewskim. Pamiętam nawet herbatę z Mazowieckim z podstawówki. Wszystkie poranne radiowe kłotnie, czyli tzw. "debaty" doprowadzały mnie do szału i trudno było mi się uśmiechać do żółtego sera na kanapce. Sądziłam, że te głosy mówią o kompletnie nieważnych rzeczach. Wtedy liczył się sprawdzian z matmy, oddanie prac klasowych z polskiego (mnóstwo uwag, po prostu mnóstwo!) i pączki ze sklepiku, które kończyły się po drugiej przerwie…
Teraz włączam tę samą audycję, słyszę te same głosy i znów piję z Millerem od rana. Przysłuchując się audycji, mam już inne odczucia, choć jakoś dziwnie irytacja nie stała się dla mnie obca. 

Ups… Muszę jechać do szkoły. Areczek na pewno już czeka.
Jadę ja, moja sukienka i nowe, eleganckie buty, w których jest mi, powiedzmy to sobie szczerze, zimno. Wszystkim mówię, że są bardzo wygodne, ale tak naprawdę czuję, że poświęcam się dla świata idąc po lodzie w szpilkach, prowadząc w nich samochód, podbiegając do ucznia podczas przerwy. A może poświęcam się dla własnego poczucia (względnego) piękna? Mniejsza z tym. Jeszcze chwila myślenia i spóźnię się na pierwszą lekcję.
- To ty zapomniałaś??? - powiada wyjątkowo zorganizowany Arek w samochodzie, kiedy znów spowiadam się z tego, czego będę uczyła moich małych geniuszy.
- Arek, jedziemy, bo muszę jeszcze przejrzeć konspekt!
- Oprzytomnij! Dzisiaj są REKO-Lekcje!!! Masz woooolne! - Nie do wiary. Poczułam się zupełnie jak wtedy, ileś tam lat temu. Ulga, kamień z serca, luz, bluz i piosenki z gitarą. Perspektywa Mariusza katechety rozśpiewanego z mikrofonem tak mnie zachęciła, że od razu dodałam gazu. Trzeba było jednak założyć inne buty. Trzeba, nie trzeba…
Docieramy do firmy, śniegu po kolana. Zdążam tylko przywitać się z dziećmi i wio, do Mariusza (Mariusz czeka z gitarą).
Wychodzimy z klasy, a drzwi za mną zamyka Kuba (Kubuś). 
- Ustawiamy się parami - mówię jak prawdziwa nauczycielka. Wszyscy grzecznie się "ustawiają", grzecznie wszystko wykonują. Podchodzi Kubuś.
- Proszę Pani, a Pani ma z kim iść? - "Oczywiście, że nie mam z kim iść" pomyślałam. Nawet na korytarzu szkolnym nie mam z kim iść. Nie bójmy się powiedzieć tego przynajmniej przed sobą samą!
- Kubusiu, ja idę sama, żeby mieć was na oku przez całą drogę. - Odpowiedź lekko "przydurnawa" nie satysfakcjonuje drugoklasisty.
- No to ja z panią pójdę! Mogę? - Zamurowało mnie. Kajtek sięga mi do pasa, wystaje mu wiecznie podkoszulek spod swetra. Budowanie zdań potwornie go stresuje, a kiedy trzeba, nie potrafi zwyczajnie siedzieć. Tym pytaniem całkowicie mnie zaskoczył. 
- Możesz! - i jakoś nikt nie nazwał go lizusem, kiedy szedł obok mnie.
- A mogę Pani wyznać tajemnicę? 
- A możesz?
- Mogę, tylko to jest taka tajemnica, że nie może pani powiedzieć ni-ko-mu!
- No to nie powiem - deklaracje przychodzą mi czasem szybko...
- Bo ja bym chciał zostać dżentelmenem. - Zamurowało mnie. Skąd się biorą dziecięce marzenia??? Skąd ten wyraz??
- A dlaczego chciałbyś zostać dżentelmenem?
- Bo mój dziadek to dżentelmen. I ja też bym chciał być dżentelmenem!
I wszystko jasne.

Idziemy sobie i gaworzymy o pogodzie, a w tej drodze Kuba otwiera drzwi, przepuszcza przodem mnie i swoje koleżanki z klasy. Nikt tego specjalnie nie widzi. Ale miarka mojego obiektywnego zdystansowania przebrała się, kiedy doszliśmy do oblodzonych schodów.
"Ja pójdę pierwszy. Niech pani zaczeka. Ja pani dam rękę". I tak też uczynił. Przez chwilę poczułam się jak… kobieta? Wyobraziłam sobie jego dziadka idącego ze swoją żoną, lub córką i Kubą, który podpatruje swojego dziadka. W jego oczach, to dżentelmen i z pewnością myśli, że wszyscy tak robią… Może kiedyś pomyśli, że to głupoty, a może nie? Proste i piękne jest takie podpatrywanie, a przede wszystkim skuteczne. 

A ja, głupia, po wycieczce z Kubą nabrałam pewności co do tego, że trzeba zakładać ładne buty mimo oblodzonych chodników. Niestety, dnia następnego szłam już z inną klasą drżąc o swoje stawy.
Niestety, żadnego Kuby nie było.




2 komentarze: