Maks - nie bez powodu tak mu na imię. Po prostu maksymalista. Mimo, że jest niedużym pięciolatkiem, jest świadomym Europejczykiem - granic nie zna. Swobodnie pokonuje większość "niemożliwego" lub "zakazanego". Tkwi w nim coś z oprawcy, kiedy staram się prowadzić lekcję, dlatego na własne potrzeby, nazwałam go Maksiem-uwielbiam-gdy-się wkurzasz. W dodatku on wszystko mówi na uśmiechu, jest zawsze spocony i, kiedy mówi robią mu się ślinowe baloniki w kącikach ust, które szybko pękają. Maksiu żyje pełnią życia!
Kiedy tylko zwracam mu uwagę jest z siebie... dumny. Ja zaczynam się denerwować. To go nakręca i jeszcze bardziej mnie zaczyna denerwować. Następnie Maksiu puchnie z dumy, a ja czerwienieję. W kolejnym etapie proszę, żeby się uspokoił, on się śmieje. Mi w ogóle nie jest do śmiechu. Gdybym miała na głowie grzebień koguta, podziobałabym go i wyrzuciła z tego szkolnego kurnika. Po piątej lekcji słyszę już tylko "ko ko ko" na korytarzu. To okropne, wiem, nie znoszę siebie w takich chwilach! Ale czasem czuję, że ja też bywam przebodźcowana…
Maksiu robi wszystko, żebym wyszła z siebie. Wchodzi na ławkę, pluje sobie w twarz, kładzie się na swoją koleżankę, przewraca przy tym dwie inne i ciągle mówi, że chce iść "siku". Jak dla mnie to czasem zbyt wiele.
Co robić? Robić ciekawą lekcję. Przynoszę więc liście jesienią, żeby na nich grać. Oczywiście Mocna Księgowa wyśmiewa mnie, że przychodzę z koszyczkiem do szkoły, ale w Pani Mariolce z portierni nie znajdzie sojusznika…
Lekcja zaczyna się bosko. Jest cisza, błysk w oku. Jeszcze na korytarzu mówię: "Do sali wpadł na przerwie wiatr i coś zostawił, musicie uważnie wejść do środka…".
Super, Maksiu maksymalnie zaczarowany, wszystkie dzieci wchodzą na paluszkach, podziwiają liście leżące na szkolnym parkiecie. Maksiu wytrzymuje na tyle, żeby usiąść. Ufff, siada.
"No i co z tymi liśćmi, proszę pani????" - poczułam się tak, jakbym przedstawiła kiepską ofertę jako telefonistka call center.
I zaczyna się o barwie dźwięku, poszukiwaniach, "co to jest eksperyment?". Niestety ja miałam zawsze słabość do poszukiwań. Sama kiedyś uczestniczyłam w takiej lekcji jako uczennica mojej profesorki. Nie jestem przełomowym nauczycielem. Staram się, ale nie wychodzi mi ta lekcja tak fajnie, jak jej…
Szukamy z dziećmi różnych barw i dźwięków. Idzie nawet niebanalnie. Dynamika się wzmaga, gramy coraz głośniej i głośniej, aż w końcu Maksiu odkrywa… destrukcję. Zaczyna drzeć liście. Drze i drze, ale ja nie przeszkadzam - to przecież też muzyka. Ponadto jest zaangażowanie, jest emocja (i to jaka!) jest PERFORMANCE! maksymalnie nieokiełznany… Maksiu tak się rozkręcił, że trzeba było mu dać skończyć. Nie miałam żadnego planu B w odwodzie. Szał trwał jakieś 2 minuty, reszta idąc za przykładem Maksiarza, zrobiła to samo, ale nawet gdyby chcieli, nie byliby w stanie mu dorównać.
Maksiu się (nieoczekiwanie)…………. zmęczył. Dyszał i sapał, a para z głowy i uśmiechu buchała "ufff i pufff". To był idealny moment na uświadomienie sobie co to wszystko było, co się stało, jakie dźwięki słyszeliśmy itede itepe.
Szczerze mówiąc byłam tak samo wykończona jak, co najmniej, Maksiu.
Rozglądam się po sali i już wiem, że jeśli nie będzie pani Mariolki portierki, mam burę za bałagan w sali. To nie jest bałagan, to jest PORAŻKA pedagoga. Porozrzucane, podarte liście (bo fajny dźwięk "drrrrr"), wytarte nimi ściany (bo niezwykłe "szur szur"), poprzestawiane ławki (leśny tunel)… Kto to zrozumie… Tylko Mariolka portierka, bo aktualnie czyta biografię Debussy'ego (to temat na osobny rozdział). Może potraktuje to jako impresję jesienną?
Siedzimy w kole, kończymy lekcję, mamy się pożegnać. Marzę, żeby Maksiu już sobie poszedł, żeby rodzice wzięli go do domu, a najlepiej pojechali na miesięczne wakacje na Hawaje! I wtedy Maksiu siada obok mnie spocony, zziajany, ośliniony, rozanielony powiada:
"Pani jest dzisiaj taka milutka"…
Dzwonek.
Bardzo fajny blog. Świetnie się czyta Twoje wpisy!!
OdpowiedzUsuńHurrrra!!! Dzięki!!! Czasem myślę, że rzucam coś w przestrzeń ciszy, a tu…? Dzięki, będę pisać dalej :) Pozdrowienia!
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń